5 - 8 maja 2025 r. Litwa – Kowno / Wilno / Troki
Pierwszy i drugi dzień
"Zwiedzaj świat. To lepsze niż najpiękniejszy sen" to słowa Ray'a Bradbury'ego, zachęcające do podróżowania i doświadczania świata. Oznaczają, że podróże oferują nam bardziej bogate i prawdziwe doświadczenia niż najbardziej fantastyczne sny. Te słowa towarzyszyły uczniom i nauczycielom BS CRiP im. J. Kilińskiego w Gorlicach w dniach od 5 do 8 maja 2025 r. Grupa 39 uczniów z różnych oddziałów pod kierownictwem mgr. Eryka Trojanowicza oraz opiekunek mgr. Renaty Podobińskiej i mgr. Renaty Rybczyk poznawała Wileńszczyznę oraz jej związek z polską historią, kulturą i tradycją. Wycieczkę rozpoczęliśmy 5 maja w godzinach wieczornych wyjazdem z Gorlic, rankiem kolejnego dnia dotarliśmy do celu. Pierwszym punktem programu było zwiedzanie Kowna, miasta leżącego nad Niemnem u ujścia Wilii. Kowno niegdyś było stolicą Litwy, współcześnie jest to drugie co do wielkości miasto kraju. Pani Jolanta - nasz przewodnik - zwróciła uwagę na położenie rynku tuż obok spotkania dwóch rzek, które w języku litewskim noszą nazwy Nemunas oraz Neris. W tym punkcie urządzono teren rekreacyjny. Spacer po mieście obejmował zwiedzanie kościoła św. Jerzego Męczennika - perełki architektury, wyjątkowo pięknej świątyni o historii sięgającej XV w. - i przyległego do niej klasztoru bernardynów. Narożne okno dawnego kolegium jezuickiego, przylegającego do kościoła św. Franciszka Ksawerego, było dla nas wyjątkowe. Okazało się, że kryje się za nim pokój, w którym w latach 1819-1923 mieszkał Adam Mickiewicz. W czasie jego obecności w Kownie kolegium było przekształcone w państwową szkołę świecką, a przyszły wieszcz pracował tam jako nauczyciel literatury, historii i prawa. Kowno, choć przechodzące obecnie rewitalizację, swoim urokiem skradło nasze serca. Mickiewicz niestety nie obdarzył miasta szczególnym uczuciem, tęsknił bowiem za ukochanym Wilnem. Zarówno młodzież jak i opiekunowie zwrócili uwagę na kowieński zamek, którego budowę zainicjowali Litwini, ale przejęli Krzyżacy wyparci przez Witolda i Jagiełłę. Z dawnej warowni niewiele zostało, właściwie tylko samotna wieża, jeden z symboli Kowna. Kolejnym punktem naszego programu w Kownie była katedra św. Piotra i Pawła, największa świątynia katolicka na Litwie w formie gotyckiej bazyliki. Uwagę uczniów przykuł też pomnik - Litewska Pogoń, symbol wielkiego Księstwa Litewskiego. Dlaczego „Pogoń” zastanawialiśmy się…. Pani Jola w prosty sposób wytłumaczyła: Litwini musieli „pogonić” wroga. Spacerem po deptaku w nowej części miasta zakończyliśmy zwiedzanie Kowna i udaliśmy się do położonego niedaleko Wilna. Wspólnie z panią przewodnik wjechaliśmy na wileńską wieżę telewizyjną i z wysokości podziwialiśmy panoramę miasta. Z góry wydawało się, że miasto zbudowano w lesie, bo tak dużo było w nim drzew. Po przyjeździe do hotelu i zakwaterowaniu zjedliśmy pyszną obiadokolację.
Trzeci dzień
Trzeci dzień wycieczki rozpoczęliśmy od spaceru na górę Trzech Krzyży. Według przekazów ludowych w tym miejscu zamordowano 7 franciszkanów w XIV w. Późniejsi, tutejsi franciszkanie wznieśli trzy drewniane krzyże, stąd nazwa tego miejsca. Nie żałowaliśmy, że tu przyszliśmy, choć wiał mocny, zimny wiatr i padał grad, bo z tego miejsca rozciągała się piękna panorama i widać było całe miasto. Mimo niesprzyjających warunków atmosferycznych, zrobiliśmy sobie małą sesję fotograficzną. Następnie udaliśmy się do kościoła św. Piotra i Pawła. Jest tak piękny, że nawet komuniści w czasach ZSRR nie zniszczyli go, ani nie zamienili na nic innego. Dlatego w czasach ZSRR była to jedyna czynna świątynia w całej okolicy. Największą ozdobą kościoła jest ponad 2000 stiukowych, białych rzeźb, które wypełniają całe wnętrze. Na tym tle prezentuje się ołtarz. Niestety oryginalny, który powstał we Włoszech nigdy do Wilna nie dotarł, ponieważ zatonął podczas transportu. Wydarzenie to upamiętnia duży kryształowy żyrandol w kształcie łodzi. Nasza pani przewodnik wykazała się wyjątkowym darem opowiadania. O skomplikowanej historii, trudnych zagadnieniach opowiadała w sposób obrazowy, wplatała w opowieść legendy i anegdoty, wskazywała perełki architektury i malarstwa, tłumaczyła w jasny sposób zawiłe związki przeszłości z teraźniejszością. Zwróciła, m.in. uwagę na płaskorzeźbę przedstawiającą śmierć, która przypomina o przemijaniu życia oraz na płaskorzeźbę ukazującą słonia z przewiązaną sznurami trąbą, symbolizującą wyższość milczenia ponad niemądrą mowę. Po opuszczeniu zabytku klasy zerowej pojechaliśmy na Cmentarz na Rossie. Spacer po cmentarzu był okazją, aby kolejny raz przypomnieć sobie ludzi, spośród których wielu tworzyło historię i kulturę miasta i kraju. Najpierw zobaczyliśmy jedną z najbardziej charakterystycznych części nekropolii na Rossie- cmentarz wojskowy, nazywany inaczej kwaterą wojskową. Tu spoczywają polscy oficerowie i żołnierze polegli w walkach o Wilno, także żołnierze AK, którzy oddali życie za ojczyznę w roku 1939. Bardzo charakterystyczne jest też mauzoleum bez imienia i nazwiska, tylko z napisem: „Matka i Serce Syna”. To miejsce spoczynku Marii Piłsudskiej, ale również tu znajduje się urna z sercem Józefa Piłsudskiego. Marszałek pragnął być pochowany w otoczeniu swych żołnierzy. Grób tonął w białych i czerwonych kwiatach, symbolizujących polskie barwy narodowe. Przewodniczka w interesujący sposób wyjaśniała znaczenie nietypowych pomników. Zwróciła uwagę na pomniki przypominające drzewa. W kulturze Druidów, z którą związani byli ludzie tu żyjący, człowiek miał po śmierci zamieniać się w drzewo i drzewo właśnie stało się symbolem człowieka. Niektóre pomniki ukazywały drzewa z obciętymi gałęziami, to oznaczało, że zmarły nie pozostawił po sobie potomka. Kultura pogańska cały czas przeplata się na Litwie z kulturą chrześcijańską. Wędrując alejkami cmentarza, zwróciliśmy uwagę na pomniki znanych Polaków, wśród których znaleźli się W. Syrokomla, Joachim Lelewel oraz Juliusz Kłos. Usłyszeliśmy od pani przewodniczki historię śmierci (od kolistego pioruna) ojczyma Juliusza Słowackiego, Augusta Becu, którą A. Mickiewicz uwiecznił w III cz. „Dziadów”, dodając swoją interpretację. Obiad zjedliśmy w restauracji „Sakwa” prowadzonej przez Polaka. Wszyscy wiemy, co to jest sakwa, ale właściciel musiał stoczyć wiele bitew z władzami Wilna , by w nazwie mogła pozostać litera „w”, której nie ma w alfabecie litewskim. Na obiad dostaliśmy placki żudzkie i cepeliny - tradycyjne dania kuchni litewskiej. Po nietypowym, ale smacznym obiedzie, autokarem pojechaliśmy pod Ostrą Bramę. Ten zabytek w stylu gotyckim pochodzi z XVI w. Jak w wielu innych miastach z tego okresu, brama łączyła się z murem obronnym. Ciekawostką jest fakt, że Ostra Brama stanowi najsłynniejsze sanktuarium Maryjne świata, które nie jest kościołem. W tej bramie znajduje się kaplica ze znanym obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej, inaczej zwanym wizerunkiem Matki Miłosierdzia. Polacy kojarzą Ostrą Bramę z Inwokacją z „Pana Tadeusza”: "Panno Święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie!”. Podejście pod cudowny obraz, według podań, czyni człowieka lżejszym o jeden grzech. Po zejściu z Ostrej Bramy, kierując się w dół uliczki, rozpoczęliśmy zwiedzanie Starówki Wileńskiej. Przewodniczka, pani Jola, zaznaczyła, że jeszcze w połowie XX w. obecna stolica Litwy znajdowała się w granicach państwa polskiego. Polaków i Litwinów łączy kilkaset lat wspólnej historii. Nic więc dziwnego, że w Wilnie jest mnóstwo miejsc, które kojarzą się z Polską i Polakami. Polscy królowie byli jednocześnie władcami Litwy. Drogi Polaków i Litwinów w Wilnie. zaczęły się rozchodzić w XX w., kiedy kraje bałtyckie zostały wchłonięte przez ZSRR, i później po ogłoszeniu niepodległości przez Litwę. Mimo to wciąż mieszka tu wielu naszych rodaków, a język polski jest na ulicach Wilna słyszany prawie tak samo jak litewski. Na koniec zjedliśmy kolację a w galerii handlowej zakupiliśmy na prezenty litewskie smakołyki, m.in. cukierki, ciastka, ciemny chleb. Po dniu pełnym wrażeń wróciliśmy do hotelu. Ci, którzy mieli jeszcze siły wybrali się na spacer brzegiem Niemna.
Czwarty dzień
W ostatnim dniu wycieczki, po śniadaniu, udaliśmy się do Troków. Przewodniczka w trakcie przejazdu z humorem wyjaśniała źródła znaczeń niektórych wyrazów litewskich i zawiłości składni litewskiej. Kiedy mijaliśmy las ponarski, powiedziała, że nie jest to zwykły las, ale świadek tysięcy bestialskich morderstw. Podczas II wojny światowej, był miejscem masowych mordów dokonywanych na ludności Wileńszczyzny przez oddziały SS i kolaborującą z Niemcami policję litewską. Zamordowano tu około 100 tys. ludzi; wśród nich około 60 -70 tys. Żydów, wiele tysięcy Polaków – inteligencji wileńskiej, żołnierzy AK, a także Romów, Rosjan i Litwinów. Przewodniczka wprowadziła nas również w historię zamku w Trokach. Opowiedziała o Starych Trokach i ich założycielu Kiejstucie, ojcu Witolda oraz jego wyprawach wojennych. Dowiedzieliśmy się, że zamek w Trokach, choć nie był budowany przez Krzyżaków, bardzo przypomina Malbork. Budowę zainicjował Kiejstut, a zakończył Witold. Zamek w całości zbudowany jest z kamienia i z cegły. Jest jedyną tego typu budowlą w Europie wschodniej. Uznawano go za siedzibę królów polskich, którzy chętnie polowali w litewskich kniejach, a po łowach zatrzymywali się w zamku. Wyjątkowo zainteresowała nas historia Karaimów, najmniejszej mniejszości etnicznej. W Trokach Karaimowie byli strażnikami zamków książęcych, zajmowali się również rolnictwem, handlem i rzemiosłem. Język karaimski jest wciąż żywy wśród Karaimów mieszkających w Trokach. Zaskoczyło nas, że to Karaimowie nauczyli Polaków uprawiać i kisić ogórki. Przejeżdżając ulicą Witolda, po prawej stronie zobaczyliśmy cerkiewkę Najświętszej Marii Panny, nieco dalej minęliśmy kościół z Madonną Trocką, od której rozpoczął się kult Maryjny na Litwie. Oczywiście wstąpiliśmy do manufaktury czekolady, gdzie mogliśmy spróbować ręcznie wyrabianych pralinek z oryginalnymi dodatkami lub wypić kubeczek czekolady. Ostatnią i najważniejszą atrakcją w Trokach był rejs statkiem po jeziorze Galwe, w trakcie którego podziwialiśmy zamek, roślinność rosnącą wokół jeziora oraz poznawaliśmy kulturę karaimską poprzez kuchnię tego ludu. Częstowaliśmy się kibinami- drożdżowym ciastem w kształcie półksiężyca z nadzieniem z jagnięciny, pieczonym w piekarniku. Ta pyszna potrawa stała się dziedzictwem kulturowym. Wspaniale było siedzieć przy wygodnym stoliku na statku z kibinem w ręku i kubkiem gorącego bulionu, ciesząc się wyśmienitym smakiem potrawy i podziwiając zamek na wyspie. Do zamku nie mogliśmy wejść, ponieważ jest remontowany. Ci którzy nie bali się zimna, wyszli na górną platformę statku. Nie odstraszył ich przeszywający wiatr - robili zdjęcia i podziwiali okolicę. W drodze do autokaru, zapominalscy, którzy jeszcze nie kupili pamiątek, mogli to uczynić. Kończyła się nasza niesamowita przygoda, „lepsza niż najpiękniejszy sen", ale humory dopisywały cały czas. W drodze powrotnej w autokarze rozlegały się wesołe rozmowy, a od czasu do czasu słychać było piosenki w wykonaniu uczniów, wśród których można było usłyszeć znane przeboje. Podczas podróży dowiedzieliśmy się, kto został nowym papieżem, wielu uczniów oglądało relacje na żywo z tego wydarzenia. W czasie jednego z postojów był czas na zjedzenie ciepłej kolacji. Do Gorlic dotarliśmy około godziny 1.30. Nad perfekcyjnym przebiegiem wycieczki czuwał pan Jacek Śliwa, któremu serdecznie dziękujemy.
Fotorelacja dzień 1 i 2 Fotorelacja dzień 3 Fotorelacja dzień 4
|